1 Comment

Pomysł. Ile naprawdę jest wart? Z cyklu „Co wpływa na powodzenie biznesu?”.

Idea
X: Cześć, ale mam zajebisty pomysł na biznes!
Y: Dajesz!
X: Nie mogę. Powiesz komuś i nie będzie pomysłu….

Znacie to? Ja znam doskonale. Mało tego, sam kiedyś byłem zwolennikiem tego by pomysłami się nie dzielić. Z jednej strony obawiałem się, że ktoś mi pomysł gwizdnie, a z drugiej nie lubiłem jak ktoś mi się do pomysłu dokładał. A nie daj Panie Boże krytykował – co oni wiedzą o moim, myślałem (podkreślam moim pomyśle). Ciężko jest krytykować własne dziecko. Ale w hołdzie intelektowi oraz zgodnie z zasadą, że prawda wyzwala – zmieniłem zdanie :). Obecnie uważam, że jeżeli nie wynalazłeś kolejnego grafenu, leku na raka lub algorytmu, który powoduje, że Twój produkt będzie szybszy niż konkurencja (vide Pide Piper 😉 z Silicon Valley) to najważniejszą rzeczą w Twoim pomyśle jest to, że ten pomysł jest i może być zaczątkiem czegoś wielkiego. Pomysł będzie ewaluował, pewnie na koniec będzie czymś innym niż zakładałeś, być może będziesz pivotował a czasem nawet projekt zakopiesz bo wpadniesz na całkowicie inny pomysł. Wiedz jednak, że jesteś już dużo dalej. Już zacząłeś.

Dlaczego nie obawiać się, że ktoś Ci gwizdnie Twój genialny pomysł?
Ano dlatego, że nie ma drugiego Ciebie na świecie. I każdy zrobi ten pomysł po swojemu. Zajęło mi trochę czasu zanim to zrozumiałem, ale tak właśnie jest. Dwie osoby mogą rozmawiać dokładnie o tym samym pomyśle i mieć w głowie różne wizje jego realizacji.
By Wam to dokładnie zobrazować posłużę się scenką: wyobraź sobie salę wykładową, w niej 200 osób i Ty. Przychodzi profesor i prosi każdego z Was by namalować kota na kartce papieru. Zwykłego kota. Domyślasz się, że nie znajdziesz dwóch jednakowych kotów w sali. Będą małe i duże, czarne i białe itd. Jedne ładniejsze, drugie śmieszne. Kot to pomysł, rysunek to wykonanie. I tak samo jest w biznesie. Więc nie bój się, pomysł na kota nie jest czymś wyjątkowym. Ważna jest to jak tego kota namalujesz.

Ok. Mam pomysł. Co dalej?

Po pierwsze prześpij się z tym pomysłem. Ja nazywam to testem pierwszej nocy. Wpada mi coś do głowy, czuję podniecenie, że oto mój mózg wygenerował coś niesamowitego, nie mogę zasnąć, zapisuję na kartce, idę spać. Wstaję i … pomysł nie przetrwał nocy. Emocje opadły, zmysły się przytępiły i pomysł już nie jest tak genialny jak jeszcze parę godzin temu. W takiej sytuacji chodzisz i szukasz dalej.
Ale załóżmy, że pomysł nadal Ci się podoba. Super. To dobry znak. Zaczynasz w ten pomysł wierzyć.
Teraz naucz się o nim opowiadać. Jak najprościej, najlepiej używając analogii. Naucz się w kilku zdaniach powiedzieć co Twój pomysł da potencjalnemu klientowi. Mówienie językiem korzyści jest bardzo ważne i piekielnie trudne. Osoby mają tendencję do zagłębiania się w szczegóły techniczne swojego produktu.
Przykład. Załóżmy, że tworzysz nowy serwis internetowy do analizy wysyłanych maili (przykład z kieszeni, który podaję na potrzeby tego tekstu). Uwierz mi, że poza osobami technicznymi, które nie są Twoimi klientami, nikogo nie obchodzi z jakiej technologii korzystasz, w jakim języku programistycznym będziesz pisał, gdzie hostujesz usługę itp. Ludzi interesuje co oni z tego będą mieli. Na przykład, że poznają godziny w których wysyłają najwięcej maili, że wysyłają podobne maile i to można zautomatyzować, że najwięcej korespondencji prowadzą z Jankiem, że najbardziej olewają klienta XXX bo nikt do niego nie odpisuje albo odpisuje po 10 dniach. Konkretna korzyść albo oszczędzą czas albo pieniądze:). Będąc w stanach widzę to na każdej prezentacji dla klienta: „Patryk, co mi da to Wasze FUDO?”. Musisz mieć przygotowany elevator pitch (minutowa prezentacja), w którym zawrzesz co robisz i co Twój klient uzyska dzięki temu. To jest bardzo ważne i trudne zadanie. Musisz to przerobić sam. Kilka najbardziej konkretnych zdań jakie możesz podać opisujące korzyść dla klienta. Jeżeli już odrobisz tę pracę domową to idziemy dalej.
Jak najszybciej spróbuj pomysł zwalidować. Idź do swojej rodziny i zapytaj co o tym sądzą. Potem idź do znajomych i zadaj to samo pytanie. Jak będzie się im pomysł podobał to zapytaj czy kupią i za ile (bardzo ciekawie się ludzie wtedy zachowują). Wiedz, że rodzina i przyjaciele (o ile wcześniej nie osiągnąłeś spektakularnego sukcesu) mogą patrzeć na Ciebie z przymrużeniem oka. Dlatego idź dalej. Wybierz jakiś startupowy event, zaczep jak najwięcej osób i opowiadaj im o produkcie. Słuchaj ludzi (wiem, że Jobs nikogo nie słuchał, ale Ty słuchaj, zaufaj mi :)), zbieraj feedback.
Znajdź konkurencję. Jeżeli zwalidujesz i będziesz widział, że jest potencjał to przeszukaj Internet pod kątem konkurencji. Na bank jest. Jeżeli Ty wpadłeś na ten pomysł to na pewno wpadło na niego z 1000 innych osób na świecie. Pamiętaj! Z tego 1000 pewnie tylko 100 podejmie się realizacji, a ukończy 20. I ciesz się, że masz konkurencję. To znaczy, że jest rynek na Twój pomysł!

Pomysł zwalidowany. Konkurencja odnaleziona. Co dalej?
Rozpocznij realizację! I nie bój się pivotów, nie lękaj się zmian. Trzymaj się celu, ale dopasowuj drogę. Przedsiębiorczość to przygoda i jedna wielka zmiana. Cały czas musisz dostosowywać się zmieniającego się otoczenia. Pinterest zaczynał jako aplikacja do robienia zakupów przez komórkę a Twitter powstał jako site-project w firmie mającej zajmować się podcastami. Pivotowały także takie firmy jak PayPal, Starbucks, Gropuon i setki innych, którym ostatecznie wyszło! Tak więc pomysł jest ważny bo pozwala zacząć, a dalej jest walka! 😉

Ciąg dalszy cyklu „co wpływa na powodzenie biznesu” nastąpi!

1 Komentarz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *